Jaś i Jan

Ten plac zabaw tętnił kiedyś życiem.
Mały Jasiu potknął się o piaskownicę.
Ręka ojca otarła mu oczy z łez
i na pomoc przybiegł stary, wierny pies.
Ojciec czujny nie spuszczał z synka wzroku,
jak Anioł Stróż pilnując go na każdym kroku.
Bieg szalony i wyżej i dalej, jego jest świat cały
i huśtawka, ślizgawka, zgubione sandały.
Na dzisiaj szampańska zabawa skończona.
Jaś ufnie zasypia w ojca silnych ramionach,
a on tuli twarz do synka żytnio– złotych włosów
i szczęścia w jego sercu opisać nie sposób.
Dumny wózek w stronę domu pcha.
W nim ma skarb, w oczach blask
a na smyczy wierność psa.

Dziś Jasia plac zabaw nazywa się życiem.
Jak się bawić od ojca wie to znakomicie.
I ten wózek, który teraz Jan już pcha
Też ma kółka, lecz małe dwa i wielkie dwa.
W nim ma skarb, w oczach łzy
i wspomnienie pięknych dni,
a z drżącej ręki wymyka się
jak symbol wierności-smycz po psie.
Jan czuje, że ojca zabawa skończona.
Starzec z ulgą zasypia w syna silnych ramionach,
a on tuli twarz do ojca księżycowo-srebrnych włosów
i bólu w jego sercu opisać nie sposób.

https://poezja-lucja-pauksztelo.de/modlitwa/
https://poezja-lucja-pauksztelo.de/ojcowski-dom/